„Ja po prostu nie jestem dobry z matematyki.”
„Nie umiem tego.”
„Matematyka jest za trudna.”
„Nigdy tego nie zrozumiem.”
Rodzice słyszą takie zdania częściej, niż mogłoby się wydawać. Czasami wypowiada je uczeń ósmej klasy przed kolejnym sprawdzianem z matematyki. Ale zdarza się, że podobne przekonanie zaczyna budować już siedmio- czy ośmioletnie dziecko.
I właśnie wtedy warto zareagować.
Nie dlatego, że każde dziecko musi uwielbiać matematykę. Nie musi.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy chwilowa trudność zamienia się w przekonanie:
„Matematyka nie jest dla mnie”.
Dziecko nie rodzi się z przekonaniem, że „nie umie matematyki”
Małe dzieci są naturalnymi odkrywcami.
Liczą schody. Dzielą klocki. Porównują, kto ma więcej. Budują wieże. Układają rytmy. Sprawdzają, który patyk jest dłuższy. Próbują przewidzieć, czy coś się zmieści.
Nie nazywają tego matematyką.
Po prostu poznają świat.
Z czasem matematyka staje się jednak szkolnym przedmiotem. Pojawiają się oceny, sprawdziany, tempo pracy, porównywanie z innymi, poprawne i błędne odpowiedzi.
I wtedy może pojawić się lęk.
Badania analizowane przez OECD pokazują, że lęk matematyczny ma realne znaczenie dla procesu uczenia się. Uczeń zajęty myśleniem „nie dam rady” albo „zaraz popełnię błąd” ma mniej zasobów poznawczych, które może przeznaczyć na samo rozwiązanie zadania.
Dlatego czasami problemem nie jest brak możliwości dziecka.
Problemem staje się przekonanie, że tych możliwości nie ma.
„Nie umiem” zamieńmy na „jeszcze nie umiem”
To niewielka różnica językowa, ale ogromna różnica w sposobie myślenia.
Nie umiem ułamków.
A:
Jeszcze nie rozumiem ułamków.
Pierwsze zdanie zamyka.
Drugie zostawia przestrzeń na naukę.
W edukacji coraz więcej uwagi poświęca się tzw. growth mindset – nastawieniu na rozwój. Chodzi o przekonanie, że nasze umiejętności nie są raz na zawsze określone i mogą rozwijać się dzięki pracy, odpowiednim strategiom, informacji zwrotnej i doświadczeniu.
Nie oznacza to oczywiście, że wystarczy powiedzieć dziecku „uwierz w siebie”, a matematyka natychmiast stanie się łatwa.
Potrzebne są również dobra metoda, czas, odpowiednio dobrany poziom trudności i nauczyciel, który potrafi wytłumaczyć zagadnienie na różne sposoby.
Ale sposób, w jaki dziecko myśli o własnych możliwościach, ma znaczenie.
Błąd nie jest porażką
Wyobraźmy sobie zadanie:
24 + 19 = ?
Dziecko odpowiada:
53.
Możemy powiedzieć:
„Źle. Policz jeszcze raz.”
Ale możemy też zapytać:
„Pokaż mi, jak do tego doszedłeś.”
I nagle błąd przestaje być wyłącznie błędem.
Staje się informacją.
Możemy zobaczyć, czy dziecko źle wykonało działanie, pomyliło dziesiątki z jednościami, czy może zastosowało strategię, której jeszcze nie potrafi poprawnie wykorzystać.
W MatGigant właśnie dlatego tak ważny jest dla nas proces dochodzenia do rozwiązania.
Nie tylko:
„Jaki jest wynik?”
Ale również:
„Jak to zrobiłeś?”
„Dlaczego tak myślisz?”
„Czy można rozwiązać to inaczej?”
„Jak możemy sprawdzić wynik?”
To właśnie w takich momentach rozwija się matematyczne myślenie.
Nie rozwiązujmy wszystkiego za dziecko
To jedna z największych pokus rodzica.
Dziecko siedzi nad zadaniem. Nie wie, co zrobić. Zaczyna się denerwować.
Rodzic widzi rozwiązanie niemal natychmiast.
I podpowiada.
Oczywiście robimy to z dobrych intencji. Chcemy pomóc.
Tymczasem czasami najlepszą pomocą jest… nie podawać odpowiedzi.
Spróbujmy zamiast tego zapytać:
Co już wiemy?
Czego szukamy?
Czy możemy to narysować?
Czy przypomina Ci to jakieś zadanie, które już robiłeś?
Od czego możemy zacząć?
Dziecko dostaje wtedy coś znacznie cenniejszego niż rozwiązanie jednego przykładu.
Dostaje strategię rozwiązywania problemów.
Matematyka potrzebuje działania
Szczególnie w przypadku młodszych dzieci abstrakcyjny zapis nie zawsze powinien być początkiem nauki.
Zanim pojawi się:
7 + 5 = 12
może pojawić się siedem klocków i kolejnych pięć.
Zanim zaczniemy tłumaczyć ułamki, możemy podzielić pizzę.
Zanim dziecko zacznie przeliczać centymetry, może zmierzyć stół, pokój albo własny krok.
Dlatego podczas zajęć MatGigant wykorzystujemy gry, pomoce edukacyjne, zagadki, eksperymenty, elementy kodowania i zadania osadzone w codziennych sytuacjach.
Najpierw dziecko doświadcza.
Później rozumie.
Dopiero potem zapisuje.
Nie mów przy dziecku: „Ja też zawsze byłem słaby z matematyki”
To zdanie pada w wielu domach.
Najczęściej ma pocieszyć:
„Nie przejmuj się. Mama też nigdy nie rozumiała matematyki.”
Dziecko może jednak usłyszeć coś zupełnie innego:
„Skoro mama nie umiała, to ja też prawdopodobnie nie będę umiał.”
Badania dotyczące postaw wobec matematyki pokazują, że nastawienie rodziców może wiązać się z postawami dzieci. Wysoki poziom lęku matematycznego u rodziców może być związany z większym lękiem i słabszym uczeniem się matematyki przez dzieci.
Zamiast więc mówić:
„Matematyka nigdy nie była moją mocną stroną”
spróbujmy:
„Też czasami miałam z nią trudność. Zobaczmy razem, jak można to zrozumieć.”
To zupełnie inny komunikat.
Chwalmy nie tylko wynik
„Dostałeś piątkę – super!”
Oczywiście warto cieszyć się z sukcesu.
Ale jeszcze bardziej wartościowe mogą być komunikaty:
„Widzę, że długo nad tym pracowałeś.”
„Podoba mi się, że spróbowałeś innego sposobu.”
„Nie poddałeś się, mimo że zadanie było trudne.”
„Sam zauważyłeś swój błąd i go poprawiłeś.”
W ten sposób pokazujemy dziecku, że sukces matematyczny nie jest czymś magicznym.
Jest efektem myślenia, strategii, pracy i wytrwałości.
Matematyczna pewność siebie buduje się małymi krokami
Dziecko, które przez dłuższy czas doświadcza głównie niepowodzeń, może zacząć unikać matematyki.
Dlatego tak ważne jest właściwe dobranie poziomu trudności.
Zadania nie powinny być cały czas banalne.
Ale nie mogą też być nieustannie tak trudne, żeby dziecko miało poczucie porażki.
Najlepszy moment edukacyjny pojawia się często wtedy, kiedy dziecko patrzy na zadanie i myśli:
„Nie wiem jeszcze, jak to zrobić… ale chyba mogę spróbować.”
A kilka minut później:
„Mam!”
Takie małe sukcesy budują coś niezwykle ważnego – poczucie:
„Potrafię znaleźć rozwiązanie.”
A jeśli dziecko naprawdę ma zaległości?
Wtedy samo budowanie pewności siebie oczywiście nie wystarczy.
Trzeba znaleźć miejsce, w którym pojawiła się luka.
Matematyka jest przedmiotem bardzo mocno opartym na wcześniejszych umiejętnościach.
Jeśli uczeń nie rozumie ułamków, procenty mogą stać się problemem.
Jeżeli nie opanował tabliczki mnożenia, kolejne działania będą wymagały ogromnego wysiłku.
Dlatego zamiast powtarzać:
„Musisz więcej ćwiczyć”
warto najpierw odpowiedzieć na pytanie:
„Czego dokładnie dziecko nie rozumie?”
Dopiero wtedy można zaplanować skuteczną pracę.
Nasza zasada w MatGigant?
Nie chcemy wychowywać dzieci, które potrafią jedynie odtworzyć poznany schemat.
Chcemy, żeby próbowały.
Pytały.
Sprawdzały.
Popełniały błędy.
Szukały innych sposobów.
I miały odwagę powiedzieć:
„Jeszcze tego nie rozumiem, ale spróbuję.”
Bo czasami największą przeszkodą w matematyce nie jest trudne zadanie.
Jest nią przekonanie dziecka, że nie warto nawet próbować.
Matematyka jest prosta?
Nie zawsze.
Czasami wymaga czasu, cierpliwości i kilku podejść.
Ale może stać się zrozumiała.
A od tego wszystko się zaczyna.
MatGigant - Matematyka jest prosta!
Dodaj komentarz
Komentarze